Przeglądając różne sieciowe materiały poświęcone Bibliotece 2.0, natknęłam się na ciekawy tekst Library 2.0 Thoughts, opublikowany jeszcze w ubiegłym roku w blogu Garretta Hungerforda LibraryZen. Library Zen… hm, prawda, że sympatyczny tytuł bloga? 🙂

Tekst zawiera listę dwudziestu pytań, refleksji i przemyśleń kierowanych do bibliotekarzy, pozwalających wstępnie ocenić oferowane przez nich biblioteczne usługi pod kątem założeń koncepcji Biblioteki 2.0. Myślę, że warto się z nimi zapoznać:

  1. Czy wykorzystujesz w pełni możliwości wypożyczeń międzybibliotecznych, by zaspokoić potrzeby swoich użytkowników? Czy mogą oni łatwo znaleźć i zamówić poszukiwaną pozycję?
  2. Czy wiesz, która książka ze zbiorów twojej biblioteki była w ubiegłym roku czytana najczęściej? Księgarnia Amazon.com wie, która pozycja najlepiej się sprzedawała i jest w stanie automatycznie polecić cztery inne książki, które także powinny ci się spodobać.
  3. Zaspokajasz potrzeby pewnej społeczności użytkowników. Różni się ona od każdej innej społeczności użytkowników bibliotek, ale czy potrafisz dotrzeć do takich osób, którzy jeszcze nie są czytelnikami twojej biblioteki?
  4. Czy biblioteki publiczne w przyszłości powinny bardziej przypominać społeczne centra, których zadaniem jest dotrzeć do wszystkich grup społecznych?
  5. Czy nie można by usprawnić procesu wyszukiwania w katalogach bibliotecznych zbiorów? Chciałbym, by wyniki wyszukiwania przypominały te ze strony Amazon.com. Np. taka informacja byłaby naprawdę przydatna:
    – anonimowy czytelnik przyznał tytułowi X cztery gwiazdki (na pięć możliwych)
    – 98% użytkowników, którzy wypożyczyli tę książkę, wypożyczyli także tytuł Y
  6. Chciałbym, by w przyszłości niewielkie czytniki kodów kreskowych (podobne do tych, które służą do sprawdzania cen towarów w supermarketach) pozwalały wyświetlić informację nie tylko o danej książce, lecz także jej recenzje pisane przez czytelników, inne polecane przez nich książki oraz ich lokalizację.
  7. O większości usług Web 2.0 dowiadujemy się od naszych (cyfrowych) znajomych. Czy nowa usługa wprowadzona w twojej bibliotece jest warta tego, by o niej dyskutować poza granicami bibliotekarskiego świata?
  8. Jeśli twoja biblioteka wprowadziła dobrą innowacyjną usługę elektroniczną, czy udostępniła jej oprogramowanie do dalszego rozwoju w systemie zarządzania projektami Surceforge?
  9. Jeśli chciałbyś, by twoja biblioteka odniosła taki sukces jak Amazon.com czy Netflix, powinieneś zrozumieć, że podstawą ich sukcesu jest społeczność użytkowników i możliwość dzielenia się rekomendacjami. Czy dział informacji twojej biblioteki pozwoliłby użytkownikom polecać innym wykorzystane przez nich książki?
  10. To użytkownicy tak naprawdę decydują, czy dana usługa ma jakąś wartość, czy nie. Jeśli z którejś z oferowanych bibliotecznych usług w ogóle nie korzystają, nie jest to usługa Biblioteki 2.0, tylko produkt lub technologia służącą wyłącznie do tego, by mówić, że się ją ma.
  11. Czy twoja biblioteka stworzyła internetową społeczność swoich użytkowników? I czy przepływ informacji pomiędzy członkami tej społeczności ma jakieś ograniczenia? Nie chodzi wyłącznie o to, by czytelnik miał kontakt z biblioteką i vice versa, lecz przede wszystkim o to, by mógł porozumieć się z innymi członkami swojej społeczności.
  12. Czy z usług twojej biblioteki korzystają czytelnicy, którzy naprawdę kochają książki i lubią o nich opowiadać? Może zaproponowałbyś im pisanie postów do bibliotecznego bloga?
  13. W Bibliotece 2.0 bardzo ważna jest informacja. W jaki sposób zbierasz i opracowujesz dane, które pozwalają lepiej poznać potrzeby twoich użytkowników?
  14. Amazon.com ma swoją Internetową Bazę Filmową. Dlaczego biblioteki dotychczas nie stworzyły internetowej bazy książek? I nie chodzi tu o centralny katalog WorldCat, lecz o taką bazę, w której znajdę informację o tym, co się dopiero ukaże na rynku wydawniczym, jak oceniają książki ich czytelnicy, które książki otrzymały nagrody, itp.
  15. Google systematycznie pilnuje, by w wynikach wyszukiwania nie znalazły się błędne odsyłacze i niepotrzebny spam. Czy twoja biblioteka na bieżąco sprawdza stan swoich inwentarzy, by upewnić się, że zawarte w nich dane są zawsze rzetelne i dokładne?
  16. Nowo powstałe instytucje znacznie łatwiej przejmują dwuzerowy sposób myślenia i działania, ponieważ nie przeszkadzają im stare przyzwyczajenia. Jeśli twoja biblioteka ma jakieś stare nawyki, czas najwyższy na zmianę.
  17. Serwis Flickr zdołał stworzyć tak ogromną internetową społeczność użytkowników, ponieważ zapewnił im kontakt i współdziałanie. Czy potrafisz umożliwić użytkownikom swojej biblioteki kontakt i współdziałanie, bez naruszania ich praw do prywatności? W jaki sposób dotrzesz do takich, którzy nie korzystają lub nie lubią korzystać z Internetu?
  18. W moim kampusie uniwersyteckim mieliśmy taką tablicę, na której każdego dnia ktoś pisał jakieś pytanie, a studenci na nie odpowiadali. A gdyby tak podobną tablicę umieścić w bibliotece i zatytułować: „Jaka jest twoja ulubiona książka wszechczasów / tego tygodnia?” A potem zbierać dane, układać listę tytułów i codziennie ją publikować?
  19. Mam kłopoty z prawidłową wymową i pisząc często popełniam błędy. Dlaczego biblioteczne katalogi elektroniczne nie mają takiej usługi jak wyszukiwarka Google, która – po wpisaniu słowa z błędem pyta „Czy miałeś na myśli…” i podaje poprawną formę wyrazu?
  20. Jeśli twoja biblioteka wprowadza jakąś nową usługę, czy zawsze potem wygląda ona i działa tak samo? Czy systematycznie się ją ocenia, usprawnia i wprowadza zmiany na lepsze?

Agnieszka Koszowska


Comments

6 komentarzy

  1. Monika J. on Maj 28, 2007 10:39 pm

    Pierwsza moja myśl była taka, że odpowiedzi napawają smutkiem, ale skoro rozwiązania 2.0 na polskim gruncie dopiero zaczynają swój byt, to taką ilość negatywnych odpowiedzi należy potraktować jako dobry, konstruktywny punkt wyjścia i pozytywny bodziec do działania;-) Wszak nie ma nic lepszego niż dobra lista celów do osiągnięcia;)Te dwadzieścia pytań powinny zatem stać się lekturą obowiązkową dla współczesnych bibliotekarzy. I oby szybko pojawiały się nowe rozwiązania;)

  2. AgaK on Maj 29, 2007 5:58 pm

    Oby! 🙂 Dobrze też byłoby przemyśleć, od czego zacząć i co leży w granicach naszych faktycznych możliwości. Część z tych pytań odnosi się do funkcji, które oferuje nam posiadany system biblioteczny, no i – wiadomo: póki co, dysponujemy tym, co mamy. Swoją drogą bardzo jestem ciekawa, czy kiedyś pojawią się w naszym blogu czy na forum Biblioteka 2.0 twórcy polskich systemów bibliotecznych i zdradzą się ze swoimi poglądami na B2.0. Bo, być może, ich zdaniem to fajerwerki i gra nie warta świeczki. Z drugiej jednak strony, to my jesteśmy bibliotekarzami i użytkownikami tych systemów, i mamy prawo domagać się tego, co uważamy za potrzebne bądź przydatne… Lecz bez współpracy z magikami od zer i jedynek wiele nie zdziałamy.
    Ale są tu też pomysły, z którymi moglibyśmy poeksperymentować we własnym zakresie. Podoba mi sie np. pomysł, by poprosić szczególnie aktywnych czytelników o recenzje przeczytanych książek w celu zamieszczenia ich w bibliotecznym blogu. Można by np. w takim blogu stworzyć kategorię „recenzje czytelników” i publikować to, co (namówieni do tego) czytelnicy napiszą. Myślę, ze mogłoby się znaleźć paru chętnych: w końcu post blogowy to publikacja, w dodatku o zasięgu globalnym 🙂

  3. Remigiusz Lis on Maj 30, 2007 9:39 am

    A czy nie uważacie, że tu chodzi raczej o rzecz bardziej podstawową, mianowicie że u nas nie zwykło się traktować biblioteki jako miejsca gdzie się spotykają ludzie – nawet bez pośrednictwa bibliotekarzy? Archaiczne „świątynia wiedzy”, „świątynia książki” i bardziej współczesne – „przewodnik po świecie wiedzy”, „budowniczy społeczeństwa informacyjnego”, „lekcja biblioteczna” – to są określenia, które są dowodem, że biblioteki chętnie ustanawiają dystans do swoich użytkowników, bo tym należy „dźwignąć gusta” lub poprawić ich jakieś na pewno brakujące kompetencje.
    Mam przeczucie, że to gwałtowne poszukiwanie tożsamości i znaczenia zawodu bibliotekarza, które owocuje barwną konferencyjną twórczością w zakresie jego określeń jest niestety dowodem niechęci zstąpienia z domniemanego piedestału, na którym może kiedyś bibliotekarz stał lub przynajmniej próbował nań wskoczyć. Sądzę, że to jest poważna przeszkoda mentalna, bo tworzy pozory istnienia czegoś, czego nie ma.
    Druga rzecz – to kompetencje w zakresie używania narzędzi informatycznych. Trudno mówić o dobrym klimacie ku temu, jeśli używanie przez bibliotekarzy komunikatora jest często traktowane jako wykroczenie przeciw dyscyplinie pracy, a pisanie posta no branżowym forum w celu zasięgnięcia opinii, bądź wsparcia kolegów – jako strata czasu.

  4. Monika J. on Maj 30, 2007 5:41 pm

    A propos przeszkód mentalnych….w życie zawodowe weszłam w poczuciu, że to my-pracownicy jesteśmy dla nich-klientów, a nie oni dla nas, że najważniejsza jest profesjonalna obsługa klienta, świadczenie jak najlepszych usług, tworzenie przyjaznego środowiska, że sednem sprawy jest zmniejszanie dystansu, wychodzenie na przeciw wdrażając nowe usługi, umożliwianie samodzielności (pomijanie etapu kontaktu z kimś za biurkiem). I niestety taka postawa ani trochę nie jest wynikiem bibliotekoznawczych studiów. Ani troszeczkę! Wszystkie instytucje mające kontakt z klientem już dawno odpuściły „świątynie” i „piedestał”, albo właśnie są w trakcie zmiany postawy (np. urzędy). Niektórzy monopoliści już dawno przestali być monopolistami, prześcigają się w proklienckich działaniach, usługach, tworzeniu społeczności, itp. Zmiana bieguna jest dość widoczna. Wolny rynek i konkurencja zrobiły swoje. A biblioteki…skoro nigdy nie musiały na siebie zarabiać, można powiedzieć, że były bo musiały, w dużej mierze dalej trzymają archaiczny nietykalny klimat. Tyle, że na każdego przyjdzie pora;-) Do zmian przyczynia się jeden, ale poważny konkurent – Internet. I całe szczęście;) (potem się właśnie słyszy na konferencjach pełne trwogi: „czy przetrwamy?”) Oby jeszcze bibliotekarze nie opuszczali piedestału w poczuciu zagrożenia, ale ze świadomością „klient nasz pan” i ze zrozumieniem, że sieć to szansa na rozwój i dobre do tego narzędzie. Zmienia się tylko środowisko działania. Jakoś nie widać, żeby upadła bankowość tylko dlatego, że pojawił się e-banking. Wręcz przeciwnie;)

  5. AgaK on Maj 31, 2007 6:20 pm

    A ja mam wrażenie, że mimo tych konferencyjnych czysto teoretycznych rozważań, czy biblioteki przetrwają, czy nie, bibliotekarze ciągle mają złudne poczucie bezpieczeństwa. Bo przecież biblioteki były zawsze, bo prawo nakazuje, żeby były, bo polityka kulturalna państwa i Unii Europejskiej nie pozwoli ich pozamykać… etc. A to nie do końca tak jest. Już teraz zdarza się, że władze samorządowe miasta czy gminy nie przestrzegają przepisów prawa (np. dotyczących samodzielności organizacyjnej instytucji kultury), tłumacząc się niedoskonałością polskiego prawa i dobrem mieszkańców, dla których kwestie organizacyjne są drugorzędne, a zaoszczędzone środki finansowe – wręcz przeciwnie, bo można za nie naprawić drogę lub wyremontować jakiś obiekt sportowy. I tę niesamodzielną bibliotekę przy okazji też 🙂 Czasami bibliotekarze nie zdają sobie sprawy z tego, że podatnicy mogą zakwestionować istnienie bibliotek, jeśli ich oferta przestanie im odpowiadać (a odsetek ludzi czytających drukowane książki systematycznie maleje, i to na całym świecie). Dobrze, że młodzi ludzie widzą i czują potrzebę postaw proklienckich, wdrażania i usprawniania nowoczesnych usług, zmniejszania dystansu i dostosowywania się do potrzeb tych, którym służą. Rzecz w tym, że nie zawsze mają oni wpływ na dokonywanie zmian w swoich instytucjach, a ci, którzy teoretycznie mogliby o zmianach zdecydować, uważają, że jest dobrze i nie muszą lub sami są uzależnieni od decyzji innych, którzy chcą czegoś innego. Stąd chyba ten wyimaginowany piedestał, diagnozowanie, narzekanie i marazm. Na szczęście są także pozytywne i napawające otuchą przykłady pokazujące, że coś dobrego się dzieje, że można i że warto. I trzeba jak najwięcej o nich mówić 🙂

  6. Agata Duda on Czerwiec 2, 2007 2:15 pm

    Ostatnio usłyszałam opinię, iż „biblioteka to nie burdel i od klienta nie płacą”. Hmm, brutalne? Myślę, że to odpowiedni komentarz do tego, co powyżej napisali blogowicze, o złudnym poczuciu bezpieczeństwa i tej pewności, która każe wierzyć wszystkim pracownikom bibliotek, o tym, że są niezastąpieni. Z drugiej strony wyobraziłam sobie sytuację, w której każdy z bibliotekarzy faktycznie miałby płacone od ilości wydanych kart, dostarczonych informacji, w końcu wypożyczonych książek i wykonanych odbitek kserograficznych. Może paranoiczna sytuacja, ale to bibliotekarz wyszedłby na ulicę i szukał chętnych, reklamował swoje usługi i możliwości, byłby akwizytorem?!
    Prowokacja? Chyba tak! Chodzi o to, żeby faktycznie przestać myśleć w ‚starym stylu’!! Dziś każda szanująca się firma, ma specjalne działy do współpracy z klientem czy np. reklamy. Trzeba wyjść do ludzi, zaoferować swoje usługi (oczywiście wszystko w miarę możliwości). Fakt, iż niektórzy bazują ciągle na dobrej opinii nie zmienia faktu, że bój o klienta trwa i tylko korzystna oferta (np.: zniżki, promocje, upusty itd.) zachęcą go do korzystania z konkretnych usług.
    I tu z mojej strony następuje również apoteoza Internetu i możliwości, które daje!!!
    Przykre jest jednak to, że często wymagania techniczne czy umiejętności nie pozwalają w pełni wykorzystać wszystkich ofert. Z drugiej strony usłyszeć można czasami głosy zniechęcenia i opinie o beznadziejności nowatorskich przedsięwzięć właśnie z ust młodych ludzi, kolegów… Czy powoduje nimi strach przed zmianami, czy też przed przyznaniem się do niewiedzy? Upadki są bolesne, ale czasami też i twórcze!
    I żeby jakoś optymistycznie zakończyć, Cytat: „Aby przewidzieć przyszłość, należy ją wymyślić” [Ray Kurzweil]. Więc do dzieła…;)
    Agata

Name (required)

Email (required)

Witryna internetowa

Co o tym myślisz

Security Code: